piątek, 15 września 2017

Na początku o początku.


Jestem mamą, młodą mamą która uwielbia coś robić, szydełkuję, tworzę kartki, ozdabiam drewno. Dużo tego i za co bym się nie wzięła to wkładam w to całą siebie.
Na całe szczęście moja niespełna 8 miesięczna córka jest wyrozumiała i daje mi czasem trochę luzu na twórcze klimaty ;)

Jak załapałam bakcyla scrapbookingu?
Zostałam narzeczoną!
Po 9 latach związku, mój partner stwierdził że dorósł do momentu wybrania dla mnie zaręczynowego pierścienia mocy, a ja równo z wypowiedzeniem "tak" wyobraziłam sobie jak będą wyglądać moje zaproszenia ślubne.

łaziłam, szukałam... ba.! Nawet znajdywałam podobne, ale ciągle brakowało mi "tegoczegoś".
Wtedy też stwierdziłam, że czemu nie spróbować samej? Pomysł jest, jakieś tam zdolności maualne są, resztę się dosztukuje ;)

Tym sposobem bardzo szybko (w 3 dni) powstało pierdylion zaproszeń na nasz ślub. Żeby nie było tak pięknie... po wydrukowaniu, wycięciu, sklejeniu, ozdobieniu - kiedy już całość była gotowa, zorientowałam się, że mamy EROR. Numer mojego przyszłego Pana Młodego był błędny.
Ja wpadłam w panikę, a potem zaniosłam się głośnym szlochem, już miałam wszystko potargać i zamówić proste drukowanki z allegro, kiedy mój narzeczony stwierdził, że weźmie na klatę obronę tych małych dzieł sztuki i że absolutnie nie pozwala zniszczyć, ani zastąpić, więc dorobiłam do kompletu jeszcze zawieszki na wódkę i zostało jak jest. Tylko gościom trzeba było tłumaczyć, że choćby skały s*ały mają dzwonić pod mój numer. Nikt nie zapamiętał... na weselu informowali się, że do mojego męża nie mogli się dodzwonić miesiącami.
Kij z tym.... dobrze, że przyszli :D










Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Każda opinia jest dla mnie ważna.
Zostaw po sobie ślad i powiedz co myślisz! :)